Strona Główna

Opublikowano

Podróż

9 min read

Uzbekistan

img of Uzbekistan

Kiedy mówiliśmy rodzinie i znajomym, jaki jest cel naszego kolejnego wyjazdu, większość reakcji wahała się między gdzie? a ale czemu tam?. Trudno się dziwić – sami zanim kupiliśmy bilet nie wiedzieliśmy o Uzbekistanie nic poza tym, że jest to była republika radziecka gdzieś w Azji. Może, jakby się bardzo skupić, dalibyśmy radę wydobyć z pamięci nazwę stolicy i że to ci od morza Aralskiego, ale to by było na tyle. Niemniej kupiliśmy bilet (bezpośredni lot LOTem z Warszawy), poczytaliśmy, polecieliśmy, pozwiedzaliśmy i teraz wiemy więcej – i chętnie się tą wiedzą podzielimy. Jeśli jesteście ciekawi albo sami rozważacie ten kierunek, czytajcie dalej.

Bogato zdobiona, malowana złota kopuła i niebiesko-złota wnęka widziane od środka

Oszałamiający sufit w jednej z medres Registanu w Samarkandzie

Na początek podstawy

Uzbekistan to kraj w Azji Centralnej ze stolicą w Taszkencie. Mają tu demokratyczne wybory i prezydenta, jednak dziwnym trafem zawsze zostaje wybrany ten sam człowiek. Od momentu uzyskania niepodległości w 1991 roku mieli tylko dwóch prezydentów: najpierw tę rolę pełnił Islom Karimov (człowiek, który był u władzy również za czasów ZSRR), a od jego śmierci w 2015 roku jest to Shavkat Mirziyoyev (człowiek, który za czasów Karimova był premierem). Tak jak ten pierwszy co do zasady izolował kraj i marzył o samowystarczalnym, nieoglądającym się na nikogo państwie, tak ten drugi raczej stara się utrzymywać ze wszystkimi w miarę przyjazne stosunki i rozwijać turystykę.

Postać z brązu na okrągłej bordowej kolumnie

Pomnik Karimova w Samarkandzie

Uzbekistan nie ma dostępu do morza i to bardzo – wszyscy jego sąsiedzi również nie mają. Taki kraj nazywa się podwójnie śródlądowy i na całym świecie są tylko dwa – Liechtenstein i właśnie Uzbekistan. Zamiast morza znajdziemy tu pustynię Kyzył-Kum, kilka dość wysokich pasm górskich (najwyższy szczyt ma 4643 m), bezkresne równiny i wysychające jezioro Aralskie. Klimat lubi skrajności: zimą potrafi przywalić śniegiem, a latem upałami po 40 stopni i więcej. Dlatego szczyt sezonu turystycznego to wiosna i jesień – my byliśmy na początku czerwca i już potrafiło porządnie przygrzać, za to mogliśmy przebierać w miejscach noclegowych.

Szeroka, pusta kostkowana aleja, przystrzyżone trawniki w parku, w tle wieżowce

W ciągu dnia parki Taszkentu świecą pustkami - ludzie chowają się przed upałem

Większość Uzbeków to muzułmanie, ale daleko im do fundamentalizmu. Tak więc w wielu miejscach można dostać alkohol w przystępnych cenach, mniej-więcej połowa kobiet nie zakrywa włosów, a twarzy prawie żadna. Choć meczetów jest dużo, to nawoływania muezinów nie są tak wszechobecne jak na przykład na Bliskim Wschodzie – zazwyczaj ich nie słychać. Kraj produkuje swoje wino i piwo, i tylko wieprzowiny nie ma co szukać. Radykalny odłam oczywiście istnieje (w końcu graniczą m. in. z Afganistanem), ale jest konsekwentnie zwalczany przez władze i nie przebił się do głównego nurtu.

Wąska, ceglana, rzeźbiona wieża zwężająca się ku górze

XII-wieczny minaret w Bucharze, który przetrwał najazd Czyngis-chana

Oficjalnym językiem jest uzbecki. Jest z tej samej rodziny co turecki i zapisuje się go obecnie alfabetem łacińskim – obecnie, bo kiedyś był to i arabski, i cyrylica. Jednak wszędzie możemy się też natknąć na rosyjski: w metrze, na billboardach, w ogłoszeniach o pracę i w menu w restauracji. Jakby kraj szedł w stronę uzbeckiego, ale jeszcze stał w rozkroku między nim a rosyjskim. Choć wielu Uzbeków posługuje się obydwoma językami, to znajdziemy i takich, którzy mówią tylko w jednym z nich. W hotelach, restauracjach i innych mocno turystycznych miejscach bez problemu da się dogadać również podstawowym angielskim.

Zeszyt z pismem arabskim, z notatkami na marginesach

Dawniej nieco trudniej było przeczytać lokalny język

Historia Uzbekistanu w telegraficznym skrócie

Określenie “Azja Centralna” bardzo dobrze pasuje do Uzbekistanu. Położony na Jedwabnym Szlaku, między Wschodem a Zachodem, od dawien dawna jest miejscem styku kultur. Ze starożytnych królestw Baktrii i Sogdiany, wywodzących się z Persji, nie zostało wiele, ale na zachowanych freskach widać delegacje z Chin, Korei czy Turcji. Na południe z Indii przywędrował Buddyzm. Wpływy greckie przywiózł ze sobą Aleksander Wielki, kiedy podbijał te tereny. Potem pojawili się Arabowie i przywieźli ze sobą islam. Z kolei Mongołowie pod dowództwem Czyngis-chana przywieźli ze sobą głównie potężne zniszczenia. A potem pojawił się Timur.

Pomnik władcy w koronie, na koniu, z uniesioną ręką

Timur na koniu pozdrawia zwiedzających Taszkent

Myślę, że w każdym większym mieście znajdziecie przynajmniej jeden pomnik i jedną ulicę, którym patronuje Amir Temur. Po naszemu Timur Chromy albo Tamerlan, jest zdecydowanie bohaterem narodowym Uzbekistanu. Choć dla krajów, które podbijał (a już zwłaszcza tych, które stawiały opór) zapewnie nie różnił się aż tak od Czyngis-chana, to w swoim państwie był wielkim budowniczym, propagatorem nauki, kultury i sztuki. Uzdolnionych naukowców, rzemieślników czy artystów ze zdobytych terenów przesiedlał do Samarkandy, by tam tworzyli na chwałę jego stolicy.

Ażurowe drewniane drzwi zwieńczone łukiem, wokół ściana ozdobiona mozaiką. Pod drzwami Rafał, wielokrotnie mniejszy od nich

Drzwi do meczetu Bibi Chanum w Samarkandzie, zbudowanego z rozkazu Timura; Rafał dla skali

Gość ma naprawdę niesamowity życiorys – zaczynał jako złodziej owiec, a skończył jako władca rozległego imperium. Przez całe swoje długie panowanie prowadził kolejne wojny, które zaprowadziły go do Ankary, pod Moskwę i do Delhi, i wszystkie wygrał. Pokonała go dopiero choroba w wieku, bagatela, 69 lat, kiedy akurat jechał podbijać Chiny. Swoje wojska wynagradzał hojnie, utrzymywał rozbudowaną siatkę wywiadowczą i był świetnym strategiem, a wobec przeciwników był bezwzględny – jeśli miasto nie chciało się poddać, to miasto ginęło, z kobietami i dziećmi włącznie. Głosił się obrońcą wiary, ale lubił wypić i niespecjalnie przejmował się limitem czterech żon. Fascynująca postać.

Duża budowla z turkusową, kafelkowaną kopułą i dwoma wąskimi, płasko zakończonymi kolumnami po bokach

Nawet jego grobowiec robi wrażenie

Niestety, jak to z imperiami tworzonymi przez jedną osobę bywa, nie przetrwało ono zbyt długo po śmierci Timura. Z jego następców warto wspomnieć jego wnuka Uług-Bega, króla-astronoma, który mocno wspierał naukę, wybudował sporo medres (szkół koranicznych, wtedy takich odpowiedników uniwersytetów) i wielkie obserwatorium astronomiczne. Ostatecznie na terenach dawnego królestwa ukształtowały się trzy chanaty – Chiwy, Buchary i Kokandu. Każdy z nich był rządzony przez innego chana bądź emira (używali obu tytułów). Funkcjonowały niezależnie aż do końca XIX wieku, kiedy to tym terytorium zainteresowała się Rosja i podporządkowała je sobie. Po rewolucji bolszewickiej chanaty zostały rozwiązane, a w ich miejsce powstała Uzbecka Republika Radziecka – część ZSRR.

Budynek nad sztucznym stawem, z podwójną kolumnadą po boku

Harem w letnim pałacu emira Buchary

Za czasów i z inicjatywy Związku Radzieckiego zaistniała niesławna katastrofa ekologiczna nad morzem, a właściwie jeziorem Aralskim. Było tak: w Uzbekistanie uprawia się bawełnę. Jest to całkiem dochodowy interes i ZSRR chciał go rozszerzyć. Przeznaczyli więc pod uprawę duże połacie lądu… na pustyni. Bawełna lubi pić, więc żeby przedsięwzięcie mogło się udać, przekierowano na pola wody z rzek Amu-daria i Syr-daria, które zasilały jezioro. W dodatku zrobiono to tak nieudolnie, że większość wody nie trafiała ani do jeziora, ani na pola, tylko wsiąkała po drodze w ziemię. W efekcie jezioro zaczęło zanikać. Na początku XX wieku było czwarte co do wielkości na świecie; dziś zostało z niego kilka małych jeziorek, które nie łapią się na żadną listę. Pozostały po nim porty i statki pośrodku pustyni, toksyczny pył pełen wyschniętych chemikaliów z nawadnianych pól i cały szereg nieprzyjemnych konsekwencji klimatycznych i zdrowotnych.

Stacja metra, w tle mozaika i napisy cyrylicą nazwy stacji, po bokach przy suficie duże lampy

Lampy w kształcie główek bawełny na stacji Uzbekistan w taszkenckim metrze

Uzbekistan uzyskał niepodległość w 1991 roku wraz z rozpadem Związku Radzieckiego i od tego czasu pozostaje niezależny. W wielu aspektach kraj idzie zdecydowanie do przodu – rozwija się kolej, z całego świata zjeżdżają się turyści, stolica pnie się w górę. W innych wciąż czeka ich sporo pracy, zwłaszcza jeśli spojrzeć na takie wskaźniki jak wolność mediów czy korupcja.

Informacje praktyczne

Polacy mogą przebywać bez wizy w Uzbekistanie do 30 dni. Nie są wymagane żadne szczepienia (w zalecanych znajdziemy te standardowe: WZW, tężec i dur brzuszny, ale wiadomo, lepiej sprawdzić samemu przed wyjazdem aktualne informacje). Pustynny klimat na szczęście nie sprzyja tropikalnym komarom, więc o malarię nie trzeba się martwić. Z Warszawy do Taszkentu regularnie lata LOT – nie są to najtańsze bilety, ale przynajmniej bez przesiadek (z informacji drobnych, dają jeden posiłek na ciepło, ale nie mają ekranów z filmami).

Turkusowa kopuła na ceglanej budowli, z przodu spomiędzy równych betonowych płyt wyrasta drzewo

Na tyłach meczetu Kalon w Bucharze

Do przemieszczania się na miejscu bardzo przydaje się Yandex, tamtejszy odpowiednik Ubera. Stawki są bardzo przystępne, da się skonfigurować płatności kartą. Nie trzeba mieć uzbeckiej karty SIM – konto można założyć na europejski numer, jedynie lepiej to zrobić przed wylotem. W aplikacji jest też rozkład komunikacji miejskiej i nawigacja. Są też oczywiście “niezależne” taksówki, ale tu już cena może zależeć od fantazji kierowcy.

Z miasta do miasta najwygodniejsze wydają się pociągi. Jest tu spory wybór, od tańszych regionalnych po nowoczesne, szybkie pojazdy. Bilety można kupić z wyprzedzeniem np. przez aplikację mobilną jeszcze z Polski. Droższa opcja to samoloty – większość dużych miast w Uzbekistanie ma swoje lotnisko. Jeśli chodzi o samochody, to w naszym odczuciu jest to najmniej wygodny wybór, choć w przypadku wielu mniejszych miejscowości niestety jedyny. Spora część dróg jest w fatalnym stanie, ledwo widać asfalt spomiędzy dziur; w dodatku uzbeccy kierowcy jeżdżą bardzo agresywnie, wpychają się na milimetry, pasy ruchu traktują jak luźną sugestię, podjeżdżają zawsze zderzak w zderzak i z klaksonem. Słowem, nie jest to najprzyjemniejsze przeżycie. Jeżeli mimo wszystko lubicie adrenalinę i zdecydujecie się na wynajem auta, sprawdźcie dobrze, czym je tankować – powszechne jest jeżdżenie na metanie. Tanio, ale zbiornik zapełnia się powoli, więc trzeba się liczyć z kolejkami na stacjach.

Niewielki biały chevrolet damas pod murem miejskim

Najczęściej spotykanym autem w Uzbekistanie jest biały Chevrolet - dotyczy również (jakże uroczych!) dostawczaków

Walutą w Uzbekistanie jest som. Przygotujcie się na liczenie zer – 10 000 somów to obecnie nieco ponad 3 złote. Za większość posiłków i wejściówek dało się zapłacić kartą, ale nie wszędzie, i co ciekawe wiele noclegów przyjmowało tylko gotówkę. Bankomaty znajdziemy w każdym turystycznym mieście, ale niestety wszystkie pobierają prowizję, zazwyczaj w wysokości 1,5% (zresztą płatności kartą są obciążone podobną opłatą). Podobno Visa jest szerzej wspierana niż Mastercard, ale mamy obie i z żadną nie trafiliśmy na problemy. Z kolei kantor na lotnisku w Taszkencie wydawał się mieć rozsądne ceny, więc może przywiezienie nieco większej ilości gotówki nie jest złą taktyką.

Cztery stosy banknotów o nominale 50000 każdy rozłożone na łóżku

Płacąc za nocleg można się poczuć jak handlarz nielegalnych substancji

Uzbekistan, ale gdzie dokładnie?

Po jedwabnym szlaku i imperium Timura Uzbekistan odziedziczył wiele pięknych zabytków, głównie meczetów, minaretów i medres. Wiele imponuje rozmachem, niektóre przedstawiają zwierzęta, co rzadkie w islamie; nad miastami górują charakterystyczne turkusowe kolumny. Najwięcej takich pamiątek jest w Samarkandzie i Bucharze, dwóch miastach które przez wieki pełniły ważną rolę w regionie i są obowiązkowym punktem na turystycznej mapie Uzbekistanu. Innym dobrym przykładem jest otoczona murami Chiwa. W Taszkencie, jak to w stolicy, również jest co robić.

My spędziliśmy dwa tygodnie na trasie Taszkent - Samarkanda - jurty w górach Nurata - Buchara - Chiwa - Taszkent. Ten plan spokojnie ma 1-2 dni pola do manewru i sprawdził nam się: zobaczyliśmy dużo, nie nudziliśmy się, a jednocześnie nie mieliśmy poczucia, że ścigamy się z czasem. Poza ośrodkiem w górach, gdzie nie da się dojechać inaczej niż samochodem, przemieszczaliśmy się pociągami.

Prostokątny front budynku ozdobiony kafelkami-mozaiką, dwa ptaki okalają łuk z wejściem, nad nimi słońce z ludzką twarzą

Nietypowy widok w sztuce islamskiej: ptaki ozdabiające medresę przy Labi Hauz w Bucharze

Inne warte rozważenia miejsca (ale już niesprawdzone przez nas) to np. Mujnak, miasto niegdyś na brzegu jeziora, gdzie można zobaczyć rdzewiejące statki w głębi lądu. Po drodze są też ruiny dawnych twierdz. Na pewno da się znaleźć zorganizowany nocleg na pustyni Kyzył-Kum. Shahrisabz, raczej jednodniowy przystanek, chowa pozostałości po pałacu Timura. Najdalej na południe, przy granicy z Afganistanem leży Termez, który poza zabytkami islamskimi ma również i buddyjskie. Na wschód od Taszkentu znajduje się dolina Fergany, mniej turystyczny, bardziej konserwatywny i gęsto zaludniony region, gdzie poza zabytkami można obejrzeć produkcję jedwabiu i podobno inną twarz Uzbekistanu.

Widok na góry, z lewej beżowa skalista, z prawej prośnięta trawą i krzakami, w dole zielone drzewa

Szlak w górach Nurata

Czy warto?

Absolutnie, zdecydowanie tak! To bardzo ciekawy kraj na styku kultur, z ciekawą historią i zabytkami zapierającymi dech w piersiach. Do tego jest stosunkowo tani i bezpieczny. W każdym razie nam przypadł do gustu – zadzieraliśmy w górę głowy przy meczetach Samarkandy, wałęsaliśmy się wąskimi uliczkami Buchary i Chiwy, zajadaliśmy plov i kiedy nasze dwa tygodnie dobiegły końca, z żalem opuszczaliśmy Taszkent.

Dwie panie w chustach idą w stronę zielonego skweru, w tle budynek z dużą zieloną kopułą i minaret